Winda

Kiedyś dalecy kuzyni zamknęli mnie w małej, brudnej, śmierdzącej windzie na warszawskim Bródnie. Biegali po piętrach i wciskali wszystkie guziki, jednocześnie trzymając drzwi wyjściowe (stare windy mają dwoje drzwi – jedne się rozsuwają, drugie otwierają na zewnątrz) Miałem 5 lat i nie wspominam dobrze tej rodzinnej imprezki. Inna sprawa to fakt, że wracaliśmy z niej w kapciach, bo wszystkim gościom ukradziono buty (stare bloki mają podwójne klatki schodowe – jedne w pionie, a drugie wzdłuż korytarzy, gdzie zdejmowało się buty i nakrycia głowy).

Mam klaustrofobię i bardzo nie lubię jeździć windami, szczególnie tymi gorącymi, szczególnie z innymi ludźmi. Dlatego szczególnie nie lubię wind w godzinach porannych – wind, do których każdy wchodzi; wind, w których każdy mówi; wind, w których wszystkie nasze zmysły atakują nawet najmniejsze szczegóły.

Wtedy przez kilka pięter myślę o Bródnie.

Wieczorami jest lepiej. Windy są puste i zimne. Tak wychodzę z pracy, tak wracam do mieszkania. I takie je szczególnie lubię.

Czasem po prostu trzeba przeczekać kilkanaście pięter, czasem trzeba wrócić w kapciach. Zaraz elegancko usiąde w fotelu i wypiję wodę z sokiem, a oni niech biegają po z piętra na piętro, niech chodzą w nieswoich butach.

Pozdrawiam z mojej windy, Łukasz!

Jedna myśl na temat “Winda

Dodaj odpowiedź do Szczególnie Anuluj pisanie odpowiedzi